czwartek, 19 września 2013

CHAPTER THREE

,,Ustaliłyśmy, że najpierw ja pójdę do łazienki i się ogarnę, a ona w tym czasie przygotuje ciasto. Potem ona pójdzie a ja je usmażę. Zgodnie z planem tak właśnie zrobiłyśmy. Gdy ja smażyłam 5, ostatniego już omleta usłyszałam krzyk Rons w korytarzu." 


*

 Zaciekawiona wyjrzałam i zobaczyłam drugiego z moich braci, Philipa. Miał rozciętą wargę, a z brwi leciała mu krew. Był cały brudny i ledwo trzymał się na nogach. Razem z nim przyszli jego dwaj kumple- Daniel i Tom. Chłopcy przytrzymywali go za ramiona. Szybko zdjęłam ostatniego omleta z patelni i podbiegłam do nich. Moja przyjaciółka szukała właśnie apteczki w łazience. Ja zdenerwowana poprosiłam kolegów brata, żeby położyli go na moim łóżku. Jeszcze tylko tego mi brakowało, żeby ojciec się dowiedział! Po chwili przyszła już bardziej spokojna Rons z apteczką. W czasie gdy ja przemywałam jego rany słysząc nad uchem śmiechy jego kumpli, którzy roześmiani komentowali jego syki cierpienia. Ro wyjęła bandaże i plastry.
-Możecie do kurwy nędzy się przestać śmiać i powiedzieć, w co ten kretyn się wpakował?-powiedziałam po chwili wymierzając im mordercze spojrzenie.
-Hej, spokojnie mała, nic takiego!-odpowiedział Dan. Z chłopcami znałam się już dość długo, będzie jakieś 7-8 lat. Kiedyś coś było pomiędzy mną i Tomem, ale staram się zapomnieć.
-Zamknij mordę Hudson.- uciszył go mój były.
-Na wczorajszej imprezie Philip i Suzy nieźle popili. Jakoś tak się stało, że Phil na chwilę się ulotnił, a do Suz przysiadł się jakiś facet. twój waleczny brat widząc to zaczął go nieźle napierdalać, wygrał. Nie wiedział tylko, że chłopak miał kilku kolegów. Dostał za swoje... Nie wiem co z jego nogą, ale nie wygląda za dobrze. No i trzyma się za brzuch, a tamci faceci nieźle go skopali. No i rzuciła go dziewczyna, co ZAWSZE najbardziej boli.-powiedział blondyn patrząc mi prosto w oczy.
-Znów do tego wracasz, niepotrzebnie. Która noga?-powiedziałam unikając z nim kontaktu wzrokowego. Tom nadal miał mi za zły, że z nim zerwałam. Ale nasz związek zupełnie nie miał już sensu. Ja, szesnastolatka, której nikt by nie wpuścił na imprezę i on, facet którego ojcem był właściciel jednego z większych klubów. Nie pasowaliśmy do siebie. Owszem- był dowcipny, cholernie przystojny, opiekuńczy, wierny... Ale nic poza tym, że rozmawiamy z moimi braćmi nas nie łączyło. Zerwałam z nim po dwóch miesiącach. Od braci słyszałam, jaka to mu krzywdę wyrządziłam. Być może... Próbował do mnie dzwonić i przepraszać, wręcz błagał. Ale ja nie chciałam... To nie jest takie łatwe.
-Lewa, dokładniej piszczel. Jest wykrzywiony.-odpowiedział po chwili i ostrożnie podciągnął nogawkę Philipa.
-Ale to okropnie wygląda. Jakby mu dinozaur poszarpał nogę.-powiedziała Rons po chwili przypatrywania się w jego piszczel. Uśmiechnęłam się.
-Mi się wydaje, że jest złamana.-podsumował Tom.
-Macie samochód?-zapytałam po chwili, gdy ostatni plaster nakleiłam na głęboką ranę na ręce.
-Tak, Daniel ma, ale zbytnio nie nadaje się do jazdy, a mi już chyba drugi raz nie pozwoli prowadzić.-powiedział Tom patrząc się na kumpla. Hudson nie był zbyt trzeźwy.
-Trudno Daniel, nie ma innego wyboru. Rons, obudź Briana i powiedź mu, że jedziemy do Świętej Anny. Przyjedzcie, tylko nie mówcie nic ojcu, bo zaraz wraca z pracy. Daniel, ja i Tom bierzemy samochód a ty pojedziesz z nimi, okej? Bo nie widzę, żebyś zmieścił się z tyłu razem z tym idiotą.-powiedziałam wskazując na brata. Usłyszałam ciche potwierdzenie i szybko wyszłam ze swojego pokoju. Z suszarki zdjęłam jakąś czystą koszulkę Philipa i czyste spodnie. Wróciłam do pokoju i zdjęłam strzępki koszulki z brata. W tym czasie Tom zdjął jego dżinsy z nóg i zaczął wciskać spodnie które przyniosłam. Mój brat lekko krzywił się gdy zakładałam mu koszulkę, ale nie sprzeciwiał. Gdy skończyłam spojrzałam w lustrze na siebie. Sportowy stanik i króciutkie spodenki... Zupełnie zapomniałam o tym, że byłam prawie naga, gdy koledzy brata wpadli. Zarumieniłam się i wyjęłam z walizki pierwsze ciuchy, które tam znalazłam. Szybkim krokiem poszłam do łazienki i ubrałam się. Rozczesałam włosy i szybko je związałam w kucyka na czubku głowy. Wróciłam do swojego pokoju obserwując jak Tom i Dan próbują pomóc mojemu bratu wstać. Pomogli mu dojść do samochodu, a ja szybko wróciłam się jeszcze po portfel brata, w którym były dokumenty. Zdenerwowana pobiegłam do samochodu i wsiadłam. Tom odpalił i ruszyliśmy. Zerknęłam tylko w tył, żeby spojrzeć na zalanego Phil'a, ale odwróciłam się od razu. Nie lubiłam patrzeć na czyjeś cierpienie. Po piętnastu minutach jazdy byliśmy już pod szpitalem. Od razu wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam w stronę drzwi.
-Eeee... Dzień dobry. -powiedziała czarnoskóra, pulchna kobieta siedząca w informacji.
-Mojego brata pobili na imprezie. Prawdopodobnie ma złamaną nogę, trzyma się ciągle za brzuch. Jest w samochodzie, ale sami z kolegą nie damy rady go tu podprowadzić. Mogłaby mi pani w jakiś sposób pomóc?-powiedziałam szybko.
-Tak, oczywiście. Uspokój się kochanie, zaraz przyjdzie moja koleżanka z wózkiem.-powiedziała z uśmiechem, po czym wstała i zniknęła za drzwiami. Po dwóch minutach zobaczyłam 30 letnią kobietę, która szybkim krokiem podeszła do mnie ciągnąc wózek. Za nią stali dwaj, umięśnieni faceci w wieku 22-23 lata.
-To o twojego brata chodzi? Chodź, pokarzesz mi w którym samochodzie się znajduje.-powiedziała z uśmiechem i skierowała się do drzwi. Poszłam za nią i pokazałam czarne bmw kolegi. Tom w tym czasie pomógł mojemu bratu wstać i trzymał go przyciskając do samochodu. Dwaj sanitariusze od razu złapali Philipa pod pachę i pomogli mu usiąść na wózek. Poprowadzili go do wejścia od szpitala, a ja, Tom i pielęgniarka odrobinę wolniejszym krokiem udaliśmy się w kierunku drzwi. Kobieta wypytała mnie o wszystkie szczegóły i prosiła o podanie danych osobowych. Wypisała wszystko na kartce i po wejściu do szpitala pożegnała nas uśmiechem i znikła za drzwiami. Zmęczeni usiedliśmy we dwójkę w poczekalni. Tom przysnął opierając się o moje ramie, a ja znów poczułam jego zapach. Kochałam go... An, ogarnij sie! Zwykły zapach, jak żaden inny. Chociaż... Mój ulubiony zapach. Do końca życia. Ugh, czemu on jest taki uzależniający? Nie wiem dlaczego, ale uspokaja mnie. Po piętnastu minutach w oddali zobaczyłam też moją przyjaciółkę i brata.
-Hej. Wiadomo coś?-zapytała przejęta całą sprawą dziewczyna.
-Zabrali go, nic więcej nie wiadomo. -odpowiedziałam cicho wskazując palcem na Toma, który przysnął. Przyjaciółka usiadła obok mnie i złapała mnie za dłoń. Uśmiechnęła się i ścisnęła.
-Wszystko będzie okej, głupi ma zawsze szczęście Annie. -powiedziała na co ja się cicho zaśmiałam.
-Oh... Pomyśl sobie tylko, że twój drugi brat z nadmiaru głupoty nigdy nie trafi na żaden wypadek.-Wtedy już jebłam śmiechem obserwując Briana, który zaspany siedział próbując nie zamknąć oczu.
-Słyszałem to Ronnie.-powiedział groźnie po chwili patrząc się na nas.
-Bo miałeś słyszeć, Brian.-odpowiedziała moja przyjaciółka uśmiechając się do niego. Zmierzyli się tylko wzrokiem i momentalnie odwrócili głowy. Po dwóch godzinach podeszła do nas ta sama kobieta, która siedziała wcześniej w recepcji.
-Ty jesteś jego dziewczyną?-zwróciła się do mnie. Zdziwiona dopiero po chwili spojrzałam na nią.
-Mówiłam pani, że chodzi o mojego brata.-powiedziałam. Wstałam budząc przy tym śpiącego Toma. Posłałam mu przepraszający uśmiech i wpatrzyłam się w kobietę.
-Aaa, no tak, przepraszam. Mamy dziś urwanie głowy. A więc twojemu bratu nieźle dokopali, chyba dużo ich było. Ma złamane dwa żebra i piszczel, do tego jedna kość w klatce piersiowej uszkodziła płuco, ale to już opanowane. Za kilka dni będziemy mogli go wypuścić. Oczywiście założyliśmy już gips. Dwoje z was może iść na piętnaście minut z nim pogadać.-wypowiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i wstałam patrząc na Briana.
-Idziesz ze mną cioto czy mam wziąć Rons?
-Idę.
Poszliśmy do sali w której leżał mój brat i podeszliśmy do jego łóżka.
-Hej wojowniku.-powiedziałam i usiadłam obok niego. Uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
-Cześć rządzicielu. Dzięki za opatrzenie wargi, wcale nie wlałaś mi wody utlenionej do buzi.-Uśmiechnęłam się.
-Dobre to chociaż?-szepnął do Philipa mój drugi brat.
-Piłem gorsze! Powiedzieliście już ojcu?-zapytał po chwili, an co uśmiechy zeszły nam z twarzy.
-Jest 11.30, niedługo wróci z pracy. Ja muszę już wracać do domu, ale Brian chyba zostanie. Muszę dopakować resztę rzeczy do walizki, dzisiaj wylatuje. Powiem ojcu i jeszcze przed odlotem przyjedziemy.-powiedziałam po chwili zastanowienia. Wizja uświadomienia ojca mnie przeraziła.
-Dzięki An, nie wiem, co bym bez Ciebie zrobił.-powiedział poszkodowany i złapał moją rękę. Ścisnął ją i uśmiechnął się do mnie.
-Spoko. Jak wrócę, a ty wyzdrowiejesz, będziesz miał mi się jak odwdzięczyć.-odpowiedziałam mu i cicho zachichotałam obserwując jego mimikę.
-Zapomnij!
-Dobra, dobra, kiedy indziej się odwdzięczysz.-powiedziałam i uśmiechnęłam się. Powoli wstałam i podeszłam do drzwi.
-Dobra, ja wracam do domu. Jakoś 13 wpadniemy, przyszykuj się na kazanie Phi.-zaśmiałam się i otworzyłam drzwi.
-Annie, czekaj!-krzyknął Philip. Wróciłam się do pokoju i spojrzałam na niego.
-Tak?
-Zadzwonisz do Suzy? Chcę, żeby wiedziała.
-Okej, nie ma sprawy.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do brata.
-Masz jej numer?-zapytał mnie Brian.
-Chodzę z nią do klasy już dwa lata, ale nie mam jej numeru, wiesz? A teraz serio spadam, bo się nie wyrobie przed powrotem ojca.-powiedziałam i zamknęłam drzwi do sali. Wróciłam do Ronnie i Toma. Przerwałam im rozmowę.
-Tom, mam prośbę. Możesz nas odwieźć?-zwróciłam się do blondyna.
-To nie zostaniesz dziś tu?-zapytał zdziwiony.
-Ona za 5 godzin wylatuję, a musi jeszcze przed tym jeszcze dokończyć pakowanie.-odpowiedziała mu Ronnie za mnie.
-Aaa, okej... -powiedział i wstał. W ciszy poszliśmy do samochodu. Razem z brunetką usiadłyśmy z tyłu i w ciszy obserwowałyśmy to, co dzieje się za oknem. W połowie drogi Tom nieśmiałe się odezwał,
-Gdzie wylatujesz An?-zapytał mnie.
-Lecę do matki, do Miami. -odpowiedziałam spokojnie.
-Na długo?
-Nie. Maksymalnie dwa tygodnie. Przecież w zeszłym roku też byłam...-powiedziałam i ugryzłam się w język. Wtedy, gdy ja wylatywałam on dowiedział się o naszym rozstaniu.
-Tak, też byłaś, faktycznie.-odpowiedział zimno i zacisnął ręce na kierownicy. Spojrzałam na Ronnie, która z wrednym uśmiechem spojrzała się na blondyna, a potem na mnie. Nie przepadała za Tomem. W ciszy dotarliśmy do domu. Ojciec jeszcze nie wrócił. Podgrzałam mu jedzenie po czym usłyszałam zgrzyt kluczy w zamku. Wszedł i krzyknął, na co ja odpowiedziałam mu ,,Jestem w kuchni, chodź.''. Kiedy kończył jeść Ronnie nałożyła mu lodów i usiadła naprzeciwko niego. Popatrzyła na mnie, żeby mnie ponaglić, ale ja odwróciłam wzrok. Przyjaciółka przejęła inicjatywę. Spokojnie opowiedziała mojemu ojcu o szczegółach. Przyjął to dość dobrze. Kazał mi się dopakować, na co ja tylko szybko wrzuciłam do walizki trzy pary butów i zamknęłam ją. Zadzwoniłam jeszcze do Suzy i opowiedziałam o wypadku brata. Zmartwiła się i zapytała, gdzie leży. Wzięłam telefon i portfel z paszportem, po czym poprowadziłam walizkę w kierunku drzwi. Ojciec czekał już w samochodzie. Ja pośpieszyłam Rons, która była w łazience i szybko wyszłyśmy z domu. Zapakowałam walizkę do bagażnika i pojechaliśmy prosto do szpitala. Była właśnie godzina 14, więc miałam jeszcze półtorej godziny do odlotu. Spokojnie siedzieliśmy we czwórkę- ja, Brian, Rons i tata- u Philipa w sali. Tak jakby cała rodzinka w komplecie... Przerwało nam pukanie do drzwi. Zobaczyliśmy tam zapłakaną Suzy. Mrugnęłam do niej i bezgłośnie powiedziałam ,,Daj nam minutkę.'' po czym uśmiechnęłam się do niej. Pożegnałam się z Philipem, po czym wyszłam przed salę. Suz płakała. Przytuliłam ją i uspokoiłam. Po chwili wyszła też moja rodzina, w sali został Philip. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy nadeszła piętnasta. Wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do samochodu ojca. Pojechaliśmy prosto na lotnisko. W dziesięć minut dotarliśmy. Wolnym krokiem poszliśmy w stronę wejścia. Pożegnałam się najpierw z Brianem, a potem z Ronnie. Na końcu ojciec ścisnął mnie tak, że prawie mnie udusił. Eh, zazdrośnik. Dziesięć minut przed odlotem byłam już na pokładzie. Wygodnie rozsiadłam się w fotelu. W chwili gdy po samolocie rozległ się dźwięk ,,Prosimy zapiąć pasy, za dwie minuty startujemy.'' , a do mnie dosiadł się chłopak. Miał brązowe, średnie włosy postawione na żel i ciemne brązowe oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Hej, jestem Adam. -powiedział i podał mi rękę.
-Annie, miło mi.-odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Fajnie nam się gadało. Chłopak ma 20 lat. Dowiedziałam się, że mój nowy kolega pochodzi właśnie z Miami, a w Londynie był u ciotki na krótkich wakacjach. Okazało się, że Adam mieszka jakieś 10 kilometrów od mojego domu. Opowiedziałam mu trochę o swoim życiu, a on o swoim. Ma jedną młodszą siostrę i mieszka z obojgiem rodziców. Naprawdę zajebiście się nam gadało. W końcu zupełnie zmęczona zasnęłam. Nawet nie czułam, gdy oparłam głowę o jego ramię. Obudziłam się po dwóch godzinach. Co jak co, ale wygodnie mi było! Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się do Adama.
*
 ____________________
  Siems :)
Nie będę nic pisała, bo rozpiszę się pod kolejnym :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz