poniedziałek, 14 października 2013

CHAPTER SIX

,,David namówił mnie na lody, ale widząc przez okno, że po sklepie kręci się ten chłopak zrezygnowałam. Brat był na mnie zły- ale sory, nie mam ochoty znów go widzieć. Przez chwilę jeszcze czekaliśmy na Adama, pojawił się punktualnie."
 *
 -Annie!-powiedział głośno i mnie przytulił.
-Um, hej. Poznaj David'a. David, to Adam, chłopak którego poznałam w samolocie.
-My się już chyba znamy, co nie?-powiedział i przybił żółwika z moim młodszym bratem. W ciszy ruszyliśmy w stronę parku, który był bardzo blisko. Kiedy doszliśmy do placu zabaw mały poszedł się pobawić, a ja i Adam usiedliśmy na ławce. Podkuliłam nogi pod brodę i zapatrzyłam się na huśtawki. W pewnym momencie Adam przerwał ciszę.
-Emm... Zadzwoniłem, bo chciałem się Ciebie o coś zapytać.-powiedział i uśmiechnął się lekko kiedy ja odwróciłam głowę.
-Wal śmiało.-powiedziałam i uśmiechnęłam się, co chyba dodało mu odwagi.
-Co robisz dziś wieczorem?-wypalił po chwili milczenia.
-Dzisiaj chyba nic, do 18 jestem zajęta a potem wolne.-odpowiedziałam po chwili marszcząc nos.
-A pójdziesz z nami na imprezę?  Wiesz, ze mną i Oli.-powiedział wyraźnie zdenerwowany. Whoa, aż tak go stresuje? W samolocie wydawał się być taki spokojny i wyluzowany.
-Zależy.-odpowiedziałam chłodniejszym tonem.
-O to... Czekaj, co?-zapytał zaskoczony. Myślał, że się zgodzę? Never.
-Zależy. Jeżeli będziesz przy mnie nadal taki spięty nie ruszam się z domu na krok. -powiedziałam i uśmiechnęłam się. Chłopak po chwili odwzajemnił uśmiech, a jego ramiona poszły w dół.
-Sory, tak jakoś. Nie wiem, czym się stresowałem.-uśmiechnął się i wzruszył ramionami. Wyluzowany.
-Nie masz czym się przejmować, w końcu to nie jest żadna pojebana randka czy zaproszenie na pierwsze przedstawienie, ta?-zaczęłam paplać głupoty. Chłopak spojrzał na mnie lekko zdezorientowany i nie odezwał się już. Uśmiechem zakończył naszą rozmowę. Siedzieliśmy w ciszy jakieś 10 minut, aż w końcu nie wytrzymałam i się odezwałam.
-Skąd znasz David'a?-zapytałam w pewnym momencie. Adam spojrzał na mnie zdziwiony nagłym pytaniem, ale od razu odpowiedział.
-Ze szkoły.- tego się nie spodziewałam. Zaśmiałam się cicho, a chłopak popatrzył na mnie dziwnie.
-No co?-zapytał zupełnie jak małe dziecko.
-Mój brat chodzi do zerówki... Myślałam, że zdałeś... Ile to już lat siedzisz w zerówce?-zapytałam z uśmiechem.
-Ha ha ha, bardzo kurwa śmieszne. Chodziliśmy z klasą czytać przedszkolakom bajki.-powiedział i uśmiechnął się leciutko.
-Mhm, a potem spider-man wspinał się po ścianie... Przyznaj się, że nie zdałeś, a nie kręcisz!
-Spadaj!-powiedział i obydwoje się roześmialiśmy. W sumie gadaliśmy o wszystkim i o niczym.  Po godzinie Davidowi się znudziło, nam również. Skierowaliśmy się w stronę naszej ulicy. Wróciliśmy w ciszy, dopiero dochodząc do mojego domu Adam zapytał mnie, czy na pewno chcę iść. Pierwszy dzień i pierwsza impreza? Bardzo chętnie.


-Cześć śliczna. -usłyszałam po otworzeniu drzwi od domu. Jak myślałam- był to Adam, a za nim stała nieźle odstawiona Olivia.
-Hej, wejdziecie?-zapytałam po chwili. Chłopak z uśmiechem pokiwał głową, a ja przesunęłam się, żeby zrobić im miejsce. Chłopak lekko cmoknął mój policzek, a po chwili tą samą czynność powtórzyła Oli.
-Za ile będziesz gotowa?-zapytała blondynka.
-Uhm, właściwie to szukam tylko butów. No i oczywiście sukienka.-odpowiedziałam z uśmiechem.
-No bo właśnie tak patrze na te twoje dresiki i tak jakoś pewna nie jestem...-odpowiedziała mi z uśmiechem. Adam się cicho zaśmiał, ja pociągnęłam dziewczynę za sobą na gore. Wchodząc po schodach cicho krzyknęłam:
-Adam, chodź tez.
-Ja wracam do auta, nie jesteśmy sami. -odpowiedział i zatrzasnął drzwi.
-Dobra, to ty spadaj się przebrać w sukienkę, a potem dobierzemy buty. Ja tu zaczekam.-powiedziała blondynka i usiadła na moim łóżku. Ja zdjęłam sukienkę z wieszaka i ruszyłam w stronę łazienki.
-Ale błagam Cię szybciej, bo Adam i mój chłopak nas zabiją jak nie wyjdziemy za 10 minut. -powiedziała z uśmiechem na ustach Oli, a ja zaśmiałam się głośno. Założyłam sukienkę najszybciej jak umiałam i rozpuściłam włosy. Gdy wróciłam do pokoju koleżanka nadal siedziała na tym samym miejscu i była zapatrzona w telefon.
 -Buty mam w tej wielkiej szafie, ale jestem niemalże pewna, ze żadne nie będą pasować.- powiedziałam zrezygnowana. Miałam parę trampek i dwie pary tenisówek oraz adidasy i jakieś japonki czy klapki.
-Mogłaś powiedzieć, to bym ci coś skombinowała, teraz już za późno. -powiedziała z lekkim smutkiem w glosie.
-Wiesz, zawsze mogę podprowadzić jakieś mojej mamie... -uśmiechnęłam się. Oli popatrzyła na mnie i wstała odwracając się w stronę drzwi.
-Mam nadzieje, ze twoja mama ma gust.-powiedziała po cichu a ja zachichotałam tak samo jak blondynka. Doszłyśmy do garderoby mojej mamy i mocno napierając na drzwi ją otworzyłam. Od razu zaczęłam się przyglądać chyba setce równo ułożonych butów, które były warte chyba z fortunę. Oli z uśmiechem sięgnęła po czerwone zamszone klasyczne szpilki i podała je mi. Nie byłam pewna czy będą pasowały do mojej małej czarnej z odkrytymi plecami, ale zaufałam jej i je założyłam. Nienawidzę chodzić w szpilkach, jest mi zawsze nie wygodnie i mnie obcierają, ale umiem w nich chodzić i nie potykam się o własne nóg gdy je zakładam- a zdarza się to maksymalnie 5 razy do roku. Rozpoczęcie, zakończenie, egzaminy i ewentualnie na jakieś imprezy. Założyłam je i wrocilam tylko do pokoju po torebke, po czym szybko wyszlysmy z domu. Mame poinformowalam wczesniej o tym ze wychodzę, wiec nie musiałam słuchać długiej przemowy przed-imprezowej. Całe szczęście! Olivia ubrana była w czerwoną sukienkę, która ledwo sięgała jej za udo i do tego czarne szpilki- byłyśmy swoimi odwrotnościami. Dziewczyna pospiesznie otworzyła tylne drzwi i uśmiechnęła się do mnie kiwając na miejsce z przodu. Nacisnęłam klamkę i powoli wsiadłam starając się, zęby sukienka mi się nie podwinęła. Zatrzasnęłam drzwi uśmiechnęłam się do Adam'a, a on to odwzajemnił.
-Em... Kochanie, poznaj naszą koleżankę, Annie. Annie, to mój chłopak, Matt.- powiedziała od razu Oli. Uśmiechnęłam się lekko do chłopaka i podałam mu rękę, a on ją uścisnął. Wydawał się być w porządku, pasował do Oli. A właściwie to bardzo fajnie razem wyglądali- ona jasna, naturalna blondynka a on bardzo ciemny, miał w sobie jakieś rumuńskie rysy. Był bardzo przystojny.
-To możemy już ruszać Adam czy będziesz się tak na nią gapić?-powiedziała Olivia z uśmiechem.
-Ta. Zawsze możesz wysiąść młoda. -odgryzł się jej Adam i poprosił nas o zapięcie pasów. Od razu to zrobiłam i po chwili odjechaliśmy. Olivia zaczęła coś gadać o jakiejś ważnej imprezie. Nie miałam pojęcia o co chodzi, szczerze mówiąc byłam cholernie znudzona.
-Adam, zaprosiłeś już Annie, prawda?- powiedziała blondynka po zobaczeniu mojej miny.
-No właśnie nie...
-Ale z Ciebie ciota! Nie mogłeś od razu zaprosić?- ja i Matt wybuchnęliśmy śmiechem, a rodzeństwo mierzyło się wzrokiem.
-Możesz przestać mi mówić co mam robić? -syknął Adam i zacisnął ręce na kierownicy.
-Zluzuj cioto.-odpowiedziała Oli, na co zaczęliśmy się znów śmiać z Matt'em. Reszta drogi była przebyta szybko, ale przepisowo. Żadne z nas nie miało ochoty na rozmowę. Kiedy zaparkowaliśmy pod białym, jednopiętrowym domem Olivia i Matt szybko opuścili pojazd. Adam otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść. Podziękowałam mu za to uśmiechem i ruszyliśmy w kierunku drzwi. Nie była to zwykła, filmowa domówka. Ludzie byli w miarę trzeźwi, dziewczyny ubrane na ogół w sukienki podobne do moich. Nie wyróżniałam się zupełnie niczym. Muzyka grała dość głośno, wyłapałam rytm jednej z nowszych piosenek Justin'a Bieber'a. Adam złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę szklanych, wielkich drzwi. Wyszliśmy do wielkiego, oświetlonego ogrodu. Jakaś czerwonowłosa dziewczyna uśmiechnęła się do nas szeroko i machnęła, dając nam tym znak, żebyśmy podeszli. Wyglądała na bardzo miłą. Pewnym krokiem ruszyłam starając się dotrzymać kroku Adam'owi, co nie sprawiało mi problemu.
-Heej, jestem Dorothy, prawie gospodarz. A ty to pewnie nowa dziewczyna naszego Adam'a, zgadłam?-powiedziała i podała mi ręke. Uścisnęłam ją i szybko zaprzeczyłam.
-Jestem tylko koleżanką.- no tak, zapomniałam o tym, że trzyma mnie za ręke. Dziewczyna uśmiechnęła się chyba jeszcze szerzej i odwróciła w stronę osób siedzących na ławeczkach. Dopiero ich zauważyłam.
-Ekipo, Adam łaskawie przybył zaliczając tylko dwudziestominutowe spóźnienie. Rekord?-powiedziała czerwonowłosa śmiejąc się.
-To moi pojebani znajomi, Tom...
-Ty nie masz znajomych Adam, my Cię tylko tolerujemy.-powiedział wysoki, napakowany blondyn, a wszyscy się zaśmiali.
-No właśnie, to jest Tom, pedał i ciota. Obok niego siedzi Stephanie, Andy, Natalie, Joe i Samuel. Brakuje jeszcze jednej osoby.-powiedział do mnie Adam wskazując ręką na wymienione osoby. Starałam się zapamiętać ich imiona, ale zanim odeszliśmy udało mi się przyswoić imiona dwóch osób.
-Chodźmy się napić, a potem zatańcz ze mną.-szepnął mi do ucha. Kiwnęłam lekko głową. Wróciliśmy do domu i od razu podeszliśmy do stołu wypełnionego różnymi alkoholami. Wybrałam sobie sprite, nie zamierzałam dziś zbyt dużo pić. Adam wziął piwo. Potem zapoznał mnie z dwoma bliźniaczkami, które spotkaliśmy po drodze i chłopak wciągnął mnie w tłum tańczących. Zaczęłam wykonywać podobne ruchy jak inni, świetnie się bawiłam. Kilka razy wpadaliśmy na Olivię i Matt'a, ale ja po trzech piosenkach zrezygnowałam. Najzwyczajniej w świecie odechciało mi się tańczyć, nie mam pojęcia dlaczego. Znów poszliśmy po picie, tym razem to ja wybrałam piwo, a Adam coś gazowanego, bez procentów. Wyszliśmy na dwór i ruszyliśmy w tą samą stronę. Teraz już Dorothy siedziała obok chyba Joe'go, a na samym końcu odwrócony do mnie plecami stał jakiś nieznajomy, niski chłopak. Przysiedliśmy się do Samuela i chłopcy zaczęli gadać. Ja wykorzystałam ten czas na napisanie sms'a do mamy, w ktorym napisałam o której będę i gdzie mniej więcej jestem, żeby się nie martwiła.
-Siema Adam, jednak przyszedłeś.-usłyszałam jakiś znajomy głos. Szybko podniosłam głowę i zobaczyłam tego seksownego, ciemnego chłopaka ze sklepu. Serce chyba mi stanęło. Nie spodziewałam się go tutaj, w ogóle nie miałam ochoty go nigdy widzieć. Z tego co słyszałam gadali coś o jakimś samochodzie, zupełnie nie mogłam się skupić.
*
 ____________________
Joł ludzie.

KOMENTOWANIE NIE BOLI, WIECIE? :)


sobota, 12 października 2013

CHAPTER FIVE

,,Po kilku minutach z brązowych, drewnianych drzwi bez okna pojawił się ubrany w czarne rurki i zieloną koszulkę chłopak, który nerwowo zaciskał pięści. O mój boże..."
 *
Ja pierdole. Znowu ta blondi czegoś ode mnie chce. Nie rozumie, że nic jej kurwa nie zrobią jak ruszy dupę zza kasy? Ugh. Dobra, pójdę. Powoli oczywiście, żeby nie pomyślała, że jestem na jej każde zawołanie. Nie jestem jej psem, wręcz odwrotnie. Myśli, że skoro jestem tu bardziej z przymusu może mi rozkazywać? Myli się, bardzo się myli. Młoda, wkurwiająca suka. Jestem tu tylko na pieprzone 3 miesiące. Otworzyłem kopniakiem drzwi i wyszedłem patrząc w stronę kas. Obok Olivii stała niezbyt wysoka brunetka w kucyku. Kurwa, nawet fajna, opłacało się. Zorientowałem się, że zaciskam pięści, więc rozluźniłem swoje kostki. Podeszłem powoli w ich stronę patrząc w głąb sklepu.
-Czego chcesz Olivia?- Kurwa, nawet nie wiedziałem, że umiem tak warczeć na kogoś. Spojrzałem w stronę brunetki i przyłapałem ją na wgapianiu się we mnie. Zarumieniła się, a ja lekko uśmiechnąłem.
-Pokarzesz klientce gdzie są przetwory?-zawyła tym swoim wkurwiającym głosem. Mówiłem już, że jej nie lubię? Głupia suka, jakby nie mogła powiedzieć, że są dokładnie na drugim końcu sklepu. Nie chce mi sie tam iść...
-Okej.-odpowiedziałem zimno i spojrzałem w stronę brunetki. Uśmiechnęła się do Olivii i spojrzała na mnie. Tak, wgapiałem się w nią, ale ja mogę. Po chwili odwróciłem głowę i szybko ruszyłem w stronę szukanego przez nią regału. Trzeba przyznać, że dziewczyna miała niezłą kondycję. Nadążała nade mną bez najmniejszego wysiłku. W końcu dotarliśmy do regału. Odwróciłem się do niej niespodziewanie, a ona chyba się zagapiła. Niezdarnie wpadła na mnie i odbiła się. Bezszelestnie znalazła się na podłodze.
-Ał?-wyszeptała i uśmiechnęła się, a ja zaśmiałem się pod nosem.
-Pomóc?-powiedziałem i podałem jej dłoń. A co mi tam, będę dla niej choć trochę miły. Chwyciła ją, a ja pociągnąłem. Wstała i otrzepała niewidzialny pyłek z ramienia.
-Jak się wywrócić, to z gracją.-podsumowała całą sytuację, po czym uśmiechnęła się do mnie szczerze. Jak można mieć aż tak zajebisty głos? Taki melodyjny i... seksowny. A w sumie, to głównie seksowny. Gdybym był sam na zmianie, zerżnąłbym ją tu i teraz. NIE! Stop. Czekaj czekaj, dopiero się poznaliśmy. A właściwie to nawet nie wiem, jak ma na imię. W sumie to mnie to pierdoli. I tak nie zapamiętam, nie mam pamięci do imion. No chyba że w przypadku Olivii- imiona osób które mnie wkurwiają pamiętam doskonale. Zaśmiałem się i wskazałem ręką na regał. Dziewczyna popatrzyła na niego, a ja obserwowałem jej ruchy. Popatrzyła w górę, jak mi się zdaje na krem orzechowo-czekoladowy. Wspięła się na palcach zeby go zdjąć, ale niestety... Jest podobnego wzrostu do przedszkolaka. Ja mam 165, a ona jest ode mnie jakieś 10 centymetrów niższa. Podszedłem do niej, lewą dłoń położyłem na jej biodrze i wspiąłem się. Dziewczyna lekko zadrżała, na co ja się tylko uśmiechnąłem. Bez trudu sięgnąłem po słoik i oparłem się na całych stopach. Zdjąłem rękę z jej biodra i podałem jej słoik. Uśmiechnęła się do mnie lekko i ruszyła szybkim krokiem w stronę kas. Trzeba przyznać- tyłek ma zajebisty. Wolno ruszyłem w tą samą stronę, ale gdy doszedłem do kasy dziewczyna jak oparzona wybiegała ze sklepu.
-Pa Oli, do zobaczenia.-rzuciła i drzwi się zamknęły.
-Kto to jest?-zapytałem po chwili zastanowienia i podrapałem się po karku.
-Nie twoja liga.-odezwał się mocny, męski głos. Adam.
-Siema.-rzuciłem na przywitanie i przybiliśmy piątkę. Można powiedzieć, że się kumplujemy. Ruszyliśmy w stronę zaplecza.
-Czemu niby nie moja liga?-zapytałem po chwili gdy odeszliśmy od jego wścibskiej siostruni.
-Po prostu nie Twoja. Jest za fajna.-powiedział, po czym ja zmroziłem go wzrokiem.
-Serio?-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Dobra, dobra, luzik.-powiedział i podniósł ręce w geście poddania się.
-To Annie, poznałem laskę w samolocie jak wracałem. Fajna jest.-powiedział i zapatrzył się w okno. Ja pierdole...
-Stary, wpierdoliłeś się w niezłe bagno. Chujowo. -powiedziałem i kopniakiem zamknąłem drzwi. On spojrzał na mnie zdezorientowany.
-O co Ci kurwa chodzi?-uh, chyba się zdenerwował. Pierdoli mnie to.
-Podoba Ci sie. Wjebałeś się w najgorsze gówno, jakie istnieje na świecie.
-Nie zakochałem się w niej.-bronił się, jebany.
-Nie pierdol, to widać.-powiedziałem i spojrzałem mu prosto w oczy.
-Podoba mi sie, dogadujemy sie. To tyle. I weź spierdalaj, dobra? Mam gdzieś laski.-powiedział starając się zmienić temat.
-W sumie fajny ma tyłek...-podsumowałem. Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
-Możemy skończyć o tym gadać?
-Przyznaj, że chętnie byś ją zerżnął.-powiedziałem bez zastanowienia.
-Rżnie to się świnie.
-Wedle gustu Adam...-parsknąłem śmiechem.
-Jeb się. A tak w ogóle, co żeś jej zrobił? Chciała chyba jak najszybciej wyjść, przyznaj się.-powiedział i spojrzał na mnie.
-Nic, pokazałem jej tylko gdzie są te jebane słoiki i pomogłem jeden zdjąć.
-Oh, jaki miły, grzeczny chłopczyk.
-Nie wkurwiaj mnie, okej?-powiedziałem i odwróciłem głowę. Nie ogarnia, że zakończyłem temat? Co za idiota. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, po czym ja przerwałem ciszę.
-Idziesz dzisiaj do James'a?-zapytałem.
-Nie wiem, może. Po jutrze Oli robi osiemnastkę i mam pomagać w przygotowaniach... Nudy. Czyli będę.
-Twoja święta siostrunia robi osiemnastkę? Kogo zaprasza? Dziadków, ciocię?-powiedziałem rozbawiony. Ta szmata urządza osiemnastkę? Już widzę to grono starców.
-Właściwie to robi ją w D5, jesteś zaproszony. Nie mówiłem Ci?- Co kurwa?
-W D5? Ty sobie kurwa żartujesz? -powiedziałem zaskoczony. D5 to najdroższy i największy klub w całym Miami... Skąd ta mała suka ma tyle forsy?
-Nie żartuje. Sory, zapomniałem ci powiedzieć.
-Spoko. Skąd ma tyle pieniędzy, żeby urządzać imprezę w najlepszym klubie na ziemi?-zapytałem zaciekawiony. Kurwa, musiałaby być chyba milionerką.
-Jej chłopak jest synem właściciela, plus pracuje od roku na dwie zmiany i jeszcze chodzi do szkoły. Ja nie ogarniam, jak ona się wyrabia. Dziadkowie trochę dali, rodzice się dołożyli i kilka ciotek. Uzbierała 30 000, a za 10 000 robi imprezę. -powiedział z uśmiechem na ustach. Czekaj- Olivia ma chłopaka? Ta mała suka ma chłopaka? I to syna właściciela D5? Musi być naprawdę dobra w łóżku. Albo tania.Whatever.
-Będziesz?-zapytał mnie po chwili.
-Chyba przyjdę, skoro to D5. A ta lasia tam będzie?
-Annie?-zapytał zdziwiony.
-Nie kurwa, inna. Rozmawialiśmy o jakiejś innej? Nie. Tylko o tamtej..-Ja pierdole, co za idiota.
-Wyluzuj. Zamierzam ją dzisiaj zaprosić. -powiedział i wstał. Wyjął z tylnej kieszeni telefon.
-A, okej. -powiedziałem i położyłem nogi na stoliku. Chłopak wygrał jakiś numer i przystawił telefon do ucha.
-Halo? Hej Annie, tu Adam... No tak, zapisałem, sory... Ekhem, co robisz o 15?... O, to fajnie. To znaczy bo ja... Chciałem pogadać. To mogę dołączyć?... To zajebiście! To znaczy sory... Ok, bede.... Do zobaczenia An.-chłopak nieźle się zestresował. Uśmiechnięty od ucha do ucha rozsiadł się obok mnie.
-Dzisiaj się z nią zobaczę.-powiedział, a ja znowu zacząłem mu gadać. No co, powkurwiać nie można? A to widać, że się zakochał.
*
-Ja pierdole.-wymamrotałam pod nosem po wyjściu ze sklepu. Co to miało być? Jakaś próba podrywu? Lol, nie wiem co myśleć... Jedyne co wiem to to, że mi się cholernie podoba. Mam słabość do ciemnych facetów, a ten był taki... dziwny. Jakby zupełnie inny. Najpierw się na mnie gapił, potem na niego wpadłam- co było chyba zaplanowane, on mi pomógł, a potem jak mnie dotknął... Kurwa. Trzeba przyznać, że nawet jego ucho było seksowne. Nie mam pojęcia dlaczego, po prostu było. No i ten jego uśmiech... Szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. Kiedy weszłam nadal wszyscy spali, więc zaczęłam przygotowywać śniadanie. Zrezygnowałam z omletów i zrobiłam naleśniki z białym serem dla mamy i Jack'a, a dla mnie i Davida z kremem czekoladowo-orzechowym. Kiedy zawijałam ostatniego naleśnika poczułam wibracje w prawej kieszeni. Telefon, Adam dzwoni. Ciekawe o co mu chodzi.
-Halo?-usłyszałam po drugiej stronie.
-Hej.
-Hej Anne, tu Adam.
-Tak wiem, wyświetliło się.-powiedziałam z uśmiechem.
-No tak, zapisałem, sory...
-Spoko. Po co dzwonisz?-zapytałam zaciekawiona.
-Ekhem, co robisz o 15?
-O 15 będę miała obiad. A potem idę na spacer.-odpowiedziałam po chwili zastanowienia.
-O, to fajnie. To znaczy bo ja...
-No mów, prosto z mostu.-powiedziałam nieco zirytowana. Nie mógł od razu powiedzieć, że chce się spotkać czy coś? Ugh.
-Chciałem pogadać. To mogę dołączyć?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Myślę że tak, ale nie ode mnie to zalezy. Ale wstępnie mówię tak.-powiedziałam i uśmiechnełam się.
-To zajebiście! To znaczy sory...
-Nie ma za co. -zaśmiałam się do słuchawki.
-To o 16 pod sklepem, okej?
-Ok, bede.-potwierdził.
-To do zobaczenia Adam.
-Do zobaczenia An.-powiedział i się rozłączył. Poszłam obudzić mamę i Jack'a, a potem Davida. Wszyscy leniwie wstali i zachwycili się gotowym śniadaniem. Zjedliśmy w miłej atmosferze i usłyszałam same pochwały, głównie z ust David'a. Po dwóch naleśnikach mały wymiękł i poszedł pooglądać kreskówki, a Jack razem z nim. Zostałam z mamą.
-Co zamierzasz dzisiaj robić kochanie?-zapytała mnie mama.
-Hmm... O 16 idziemy z Davidem na spacer do parku, tyle mam na razie ustalone.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Umówiłaś się z kimś?-zapytała zainteresowana.
-Tak. W samolocie poznałam pewnego chłopaka, który mieszka niedaleko i on chce chwile pogadać.
-Okej, nie ma sprawy. A mogłabyś dzisiaj ogólnie zająć się trochę Davidem?-zapytała z nadzieją w głosie.
-Pewnie. A czemu właściwie?
-Chodzenie z tym małym wcieleniem zła po sklepach z rzeczami dla maluszków jest fizycznie i psychicznie niemożliwe, a my jeszcze praktycznie nic nie mamy. Mogę na Ciebie liczyć?-powiedziała i posłała mi uśmiech. Ten sam uśmiech, który pamiętam z czasów, gdy mieszkała z nami.
-Nie ma sprawy. Wykorzystajcie dobrze cały dzień. -powiedziałam i wstałam. Pozbierałam ich talerze.
-Ja idę pogadać z Ronnie i zadzwonię do Briana, żeby zapytać się co u Phi.-powiedziałam wychodząc z kuchni.
-Pozdrów ich ode mnie!- krzyknęła mama. Wyszłam na taras i wybrałam numer przyjaciółki. Pogadałyśmy chwilę, ale strasznie przerywało. W końcu nas rozłączyło, chyba straciła zasięg.  Potem zadzwoniłam do Brian'a i znów usłyszałam komunikat o braku zasięgu z jego strony. Więc zadzwoniłam do Philip'a i udało mi się. Chłopak opowiedział mi o wczorajszej wizycie Suzy. Niestety, nie zeszli się, ale zostali przyjaciółmi. Philip jej tego długo nie wybaczy... Czuł się dobrze, więc po dwudziestu minutach rozmowy skończyły nam sie tematy i rozłączyłam się. Gdy chowałam telefon do kieszeni znów zaczął wibrować. Tata... Myślałam, że jest w pracy. Zadzwonił i jak zwykle wypytywał co tam nowego, jak się czuje, jak podróż... Nie miałam odwagi powiedzieć mu o kolejnej ciaży mamy. Bałam się jego reakcji i odpuściłam to sobie. Po czterdziestu minutach rozłączył nas miły komunikat 'Kończą Ci się środki na koncie. Załaduj telekartę, aby ponownie porozmawiać.''. No i uwolniłam się od przesłuchania. Minęła jakas godzina, była już 11.30. Zaczęłam kręcić się po domu szukając zajęcia, aż w końcu David zaproponował mi zabawę klockami lego. Naprawdę fajnie się bawilismy, az do 14. Potem postanowiłam wypakować swoje rzeczy. Uwinęłam się z tym przez pół godziny i zeszlam na dół. Razem z młodszym bratem stwierdziliśmy, że to czas na pizzę. Zamówiłam ją i po jakimś czasie dostawca zapukał do drzwi. Była naprawdę dobra, David wiedział, jaki rodzaj jest najlepszy. Potem poszłam pod prysznic, ponieważ w Miami było przeokropnie gorąco- nawet w domu z klimatyzacją się spociłam. Wyszłam i rozczesałam włosy. Znów związałam je w kucyka. Wygrzebałam coś z dna szafki, do której się rozpakowałam i założyłam to na siebie. Potem poszłam zobaczyć w co ubrał się David i zadowolona pochwaliłam go. Ma skubaniec gust, mama dobrze go nauczyła. Około 15.40 wyszliśmy z domu, kierując się w stronę sklepu. David namówił mnie na lody, ale widząc przez okno, że po sklepie kręci się ten chłopak zrezygnowałam. Brat był na mnie zły- ale sory, nie mam ochoty znów go widzieć. Przez chwilę jeszcze czekaliśmy na Adama, pojawił się punktualnie.
*
 ____________________
  Joł maderfakers.
PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. :c
Klawiatura mi się zepsuła, RIP [*]
Zanim wybłagałam nową sami widzicie, ile minęło... Ugh, nigdy więcej nie bede bawiła się w wyjmowanie przycisków XD  
No i sorcia, że tyle wulgaryzmów, ale no lols, to rozmowa chłopców, a nie ciot XD
A teraz czas na dwie sprawy:
1. JAK SIĘ WAM PODOBA NOWY WYGLĄD BLOGA? SEKSOWNY?
2. DOMYŚLACIE SIĘ JUŻ, KIM JEST TAJEMNICZY CHŁOPAK ZE SKLEPU?
mam nadzieje, że udało wam sie znaleźć kilka podpowiedzi :x
No, następny będzie szybciej, obiecuje. Teraz to tylko kwestia tego, czy odzyskam pliki z telefonu, czy będę musiała pisać od nowa ;)

proszę o waszą opinię na temat nowego  wyglądu, oki? 
kocham was, Ollie aka @tajnypseudonim :33

czwartek, 19 września 2013

CHAPTER FOUR

,,W końcu zupełnie zmęczona zasnęłam. Nawet nie czułam, gdy oparłam głowę o jego ramię. Obudziłam się po dwóch godzinach. Co jak co, ale wygodnie mi było! Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się do Adama."

 *
-Sory, nie kontroluję.
-Hahaha, spoko. Ładnie Ci włosy pachną.-powiedział i lekko się zarumieniłam. On również.
-Co robiłeś jak spałam?-zapytałam po chwili.
-Też lekko przysnąłem.-uśmiechnął się do mnie.
-Przed nami jeszcze jakieś dwie godziny lotu. Co powiesz na Toy Story?-powiedziałam i włączyłam swojego laptopa. Na tapecie ustawione miałam różne zdjęcia, na które Adam od razu zwrócił uwagę.
-To jest Ronnie?-zapytał i wskazał na moją przyjaciółkę.
-Tak. A to Brian i Philip.-powiedziałam wskazując na dwóch małych chłopców pobrudzonych czekoladą.
-Aaa... Myślałem, że oni trochę starsi.- powiedział Adam drapiąc się po głowie. Ja tylko się zaśmiałam.
-Ta, są trochę starsi. Mniej więcej tacy.-powiedziałam wskazując na zdjęcie obok, na którym zamiast małych dwóch chłopców widać było dwa wielkie ogry, które trzymały mnie za ręce i nogi nad wodą.
-Okej, rozumiem. Współczuję. -powiedział po czym boje się zaśmialiśmy. Włączyłam Toy Story i w skupieniu zaczęliśmy oglądać film. Śmialiśmy się i ogólnie było dość zabawnie. Śmieszyły nas te same momenty. Bardzo fajnie nam się rozmawiało, Adam był strasznie fajną osobą. Żal nam było sie rozstawać na lotnisku, ale miałam szczęście, ponieważ moja walizka wyjechała jako jedna z pierwszych. Pożegnaliśmy się hugiem i szybko wyszłam, żeby odnaleźć mamę, ojczyma i Davida. Ale na złość nigdzie nie mogłam ich znaleźć. Po chwili zobaczyłam Adam'a i jakąś dziewczynę, która również była w naszym wieku. Podeszłam do nich i uśmiechnęłam się do chłopaka.
-Ooo, Annie, dobrze, że Cię widzę. Zapomniałem wziąć od Ciebie numeru! Poznaj Olivię.-powiedział i spojrzał na dziewczynę, którą przed chwila przytulał.
-Hej, Annie. Siedziałam obok w samolocie-powiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyny wyciągając rękę.
-Olivia, siostra Adama.-powiedziała uśmiechając się do mnie. Uścisnęła moją dłoń, po czym Adam wcisnął mi swój telefon do ręki. Wpisałam mu swój numer, po czym on puścił mi sygnał. Pogadaliśmy chwilę i na pożegnanie się przytuliliśmy. Zadzwoniłam do Jack'a, nowego męża mojej mamy. On powiedział, że właśnie parkuje. Skierowałam się w stronę wyjścia i zobaczyłam go wraz z moim moim sześcioletnim braciszkiem. Od razu podbiegł do mnie i wtulił się. Potem popatrzyłam na Jack'a i uśmiechnęłam się. On lekko mnie przytulił i skierowaliśmy sie w stronę samochodu. David opowiadał co tam po pierwszym roku w szkole, jakich ma nowych kolegów i ogólnie nie dopuścił mnie do słowa. Po jakiejś godzinie dotarliśmy do domu.  Jack wziął moją walizkę, a ja złapałam Davida za reke i weszliśmy do domu. Od razu gdy zobaczyłam te jasności zrobiło mi się niedobrze. Jack zaniósł moją walizkę do mojego pokoju w czasie, gdy David zaprowadził mnie do swojego nowo wyremontowanego pokoju. Dopiero po zobaczeniu nowych zabawek i bajerów mogłam iść przywitać się z mamą. Była w ogrodzie. Gdy tylko wyszłam przez szklane drzwi przystanęłam. Moja mama leżała właśnie na leżaku, ale nie sama.
-Hhej mamo... -powiedziałam i stanęłam.
-Hej kochanie. -podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. O ile tą gimnastykę można tak nazwać...
-Nie patrz się tak, każdemu może zdarzyć się wpadka.-powiedziała i pogłaskała się po brzuchu, który był naprawdę wielki.
-Mamo, ale ty masz prawie 40 lat! Wpadka? Nie wiesz co to antykoncepcja?-powiedziałam odrobinę zdenerwowana.
-Kochanie, przesadzasz. Nie cieszysz się, że będziesz miała kolejne rodzeństwo?-powiedziała i znów uśmiechnęła się do mnie rządkiem tych białych, nieskazitelnych zębów.
-Kolejne? Bliźniaki?-zapytałam niedowierzając.
-Tak. Dobrze wiesz, jakie to popularne w naszej rodzinie Annie. I nie bądź na mnie zła.
-Ehh.... Mamo, nie jestem zła, tylko zaskoczona. Mogłaś mnie uprzedzić, że będę miała rodzeństwo.-powiedziałam i znów starałam się ja przytulić.
-Wielki ten mój brzuch, co nie? Taki sam, jak wtedy, gdy byłam w ciąży z bliźniakami... to znaczy z Brianem i Philipem. -uśmiechnęłam się do niej.
-A teraz? Dziewczynki, czy znów bracia?-powiedziałam usiłując zrobić smutną minę.
-Dziewczynka i chłopiec. -powiedziała i znów pogładziła się po brzuchu.
-Serio? Będę miała siostrę! Nareszcie!-powiedziałam i uśmiechnęłam się do niej. Obydwie się zaśmiałyśmy.
-Będę już miała sześcioro dzieci...
-A ja pięcioro rodzeństwa, fajnie.-powiedziałam i znów się zaśmiałyśmy. Resztę dnia spędziliśmy oglądając jakieś filmy we czwórkę i leniuchując.
    Rano obudziłam się koło 9 i od razu wstałam. Bez zastanowienia weszłam pod prysznic i odkręciłam wodę. Po wyjściu spojrzałam w lustro i przejechałam palcami po swoich ustach. Tak... To był tylko sen. Jeden, nie ważny sen. Sen, w którym całowałam się z Tom'em....Zwykłe wspomnienie. Ogarnij się An, nic pomiędzy nami nie ma. I już, sprawa załatwiona. Zerwaliśmy. Po chwili się ogarnęłam i poszłam po jakieś ciuchy i bieliznę. Wygrzebałam jakiś stanik, majtki, moją zieloną bokserkę i czarne spodenki. Założyłam to i rozczesałam włosy, po czym podsuszyłam je suszarką. 'Gotowa'- szepnęłam sama do siebie i ruszyłam w stronę kuchni. Zajrzałam do lodówki i zobaczyłam dokładnie to, czego się spodziewałam. Ehh, czyli naprawdę muszę iść do sklepu... Założyłam szybko swoje buty i skierowałam się w stronę sklepu. Idąc obserwowałam nowo budujące się domy na 'naszej' ulicy. Były naprawdę wielkie i piękne, prawie takie jak dom mamy i Jack'a. Po kilku minutach doszłam do średniej wielkości sklepu i pewnie naparłam na drzwi, które po chwili ustąpiły. Weszłam i rozejrzałam się po sklepie, po czym wzięłam koszyk i poszłam po mąkę, jajka i mleko. Następnie wzięłam ser i cukier, ale nigdzie nie mogłam znaleźć dżemu i kremu czekoladowego, więc poszłam do kasy.
-Dzień do... O kurwa.-powiedziałam i otworzyłam lekko usta ze zdziwienia, ale po chwili uśmiechnęłam się szeroko.
-Tak, mi też miło Cię widzieć, ale nie 'kurwa', tylko Olivia.-powiedziała rozbawiona dziewczyna, a ja się lekko zarumieniłam.
-Sorcia, nie spodziewałam się Ciebie tutaj. W zeszłym roku tu chyba nie pracowałaś.-powiedziałam rozbawiona sytuacją.
-Tak, gniję tu dopiero trzy miesiące.-powiedziała kiedy ja zaczęłam wykładać towar na kasę.
-Od kiedy tu takie pustki?-zapytałam gdy skończyłam wypakowywać rzeczy.
-Umm... Nie wiem w sumie. Chyba od kiedy niedaleko stąd wybudowało się wielkie centrum.-odpowiedziała i zaczęła przesuwać po skanerze produkty.
-Nie mogłam znaleźć dżemu, ewentualnie jakiegoś kremu czekoladowego. Można to u was kupić?-zapytałam po chwili milczenia, żeby podtrzymać rozmowę.
-Tak, pewnie, czekaj. Ja nie mogę odejść od kasy... Wiesz, przepisy. I kamery. -powiedziała i nacisnęła czerwony przycisk. Po kilku minutach z brązowych, drewnianych drzwi bez okna pojawił się ubrany w czarne rurki i zieloną koszulkę chłopak, który nerwowo zaciskał pięści. O mój boże...
*
 ____________________
  Siems :D
No a więc szczęśliwie doszliśmy do momentu w którym nasza Annie nareszcie poznaje tego 'głównego' bohatera :3 Awh. 
Przepraszam, że musieliście tyle czekać, ale miałam problemy z internetami na tym idiotycznym kompie ;_; Za to macie dziś dwa rozdziały (ten krótszy, bo lubie XD).
Bardzo proszę o byle jaki komentarz, nawet se jebnijcie kropeczkę i wyślijcie, to nic nie boli, a wiem, że przeczytaliście :) 

ps. ROZDZIAŁ DLA KAROLINY, KTÓRA CAŁY CZAS TRUŁA MI DUPE, KC

Ollie aka @tajnypseudonim

CHAPTER THREE

,,Ustaliłyśmy, że najpierw ja pójdę do łazienki i się ogarnę, a ona w tym czasie przygotuje ciasto. Potem ona pójdzie a ja je usmażę. Zgodnie z planem tak właśnie zrobiłyśmy. Gdy ja smażyłam 5, ostatniego już omleta usłyszałam krzyk Rons w korytarzu." 


*

 Zaciekawiona wyjrzałam i zobaczyłam drugiego z moich braci, Philipa. Miał rozciętą wargę, a z brwi leciała mu krew. Był cały brudny i ledwo trzymał się na nogach. Razem z nim przyszli jego dwaj kumple- Daniel i Tom. Chłopcy przytrzymywali go za ramiona. Szybko zdjęłam ostatniego omleta z patelni i podbiegłam do nich. Moja przyjaciółka szukała właśnie apteczki w łazience. Ja zdenerwowana poprosiłam kolegów brata, żeby położyli go na moim łóżku. Jeszcze tylko tego mi brakowało, żeby ojciec się dowiedział! Po chwili przyszła już bardziej spokojna Rons z apteczką. W czasie gdy ja przemywałam jego rany słysząc nad uchem śmiechy jego kumpli, którzy roześmiani komentowali jego syki cierpienia. Ro wyjęła bandaże i plastry.
-Możecie do kurwy nędzy się przestać śmiać i powiedzieć, w co ten kretyn się wpakował?-powiedziałam po chwili wymierzając im mordercze spojrzenie.
-Hej, spokojnie mała, nic takiego!-odpowiedział Dan. Z chłopcami znałam się już dość długo, będzie jakieś 7-8 lat. Kiedyś coś było pomiędzy mną i Tomem, ale staram się zapomnieć.
-Zamknij mordę Hudson.- uciszył go mój były.
-Na wczorajszej imprezie Philip i Suzy nieźle popili. Jakoś tak się stało, że Phil na chwilę się ulotnił, a do Suz przysiadł się jakiś facet. twój waleczny brat widząc to zaczął go nieźle napierdalać, wygrał. Nie wiedział tylko, że chłopak miał kilku kolegów. Dostał za swoje... Nie wiem co z jego nogą, ale nie wygląda za dobrze. No i trzyma się za brzuch, a tamci faceci nieźle go skopali. No i rzuciła go dziewczyna, co ZAWSZE najbardziej boli.-powiedział blondyn patrząc mi prosto w oczy.
-Znów do tego wracasz, niepotrzebnie. Która noga?-powiedziałam unikając z nim kontaktu wzrokowego. Tom nadal miał mi za zły, że z nim zerwałam. Ale nasz związek zupełnie nie miał już sensu. Ja, szesnastolatka, której nikt by nie wpuścił na imprezę i on, facet którego ojcem był właściciel jednego z większych klubów. Nie pasowaliśmy do siebie. Owszem- był dowcipny, cholernie przystojny, opiekuńczy, wierny... Ale nic poza tym, że rozmawiamy z moimi braćmi nas nie łączyło. Zerwałam z nim po dwóch miesiącach. Od braci słyszałam, jaka to mu krzywdę wyrządziłam. Być może... Próbował do mnie dzwonić i przepraszać, wręcz błagał. Ale ja nie chciałam... To nie jest takie łatwe.
-Lewa, dokładniej piszczel. Jest wykrzywiony.-odpowiedział po chwili i ostrożnie podciągnął nogawkę Philipa.
-Ale to okropnie wygląda. Jakby mu dinozaur poszarpał nogę.-powiedziała Rons po chwili przypatrywania się w jego piszczel. Uśmiechnęłam się.
-Mi się wydaje, że jest złamana.-podsumował Tom.
-Macie samochód?-zapytałam po chwili, gdy ostatni plaster nakleiłam na głęboką ranę na ręce.
-Tak, Daniel ma, ale zbytnio nie nadaje się do jazdy, a mi już chyba drugi raz nie pozwoli prowadzić.-powiedział Tom patrząc się na kumpla. Hudson nie był zbyt trzeźwy.
-Trudno Daniel, nie ma innego wyboru. Rons, obudź Briana i powiedź mu, że jedziemy do Świętej Anny. Przyjedzcie, tylko nie mówcie nic ojcu, bo zaraz wraca z pracy. Daniel, ja i Tom bierzemy samochód a ty pojedziesz z nimi, okej? Bo nie widzę, żebyś zmieścił się z tyłu razem z tym idiotą.-powiedziałam wskazując na brata. Usłyszałam ciche potwierdzenie i szybko wyszłam ze swojego pokoju. Z suszarki zdjęłam jakąś czystą koszulkę Philipa i czyste spodnie. Wróciłam do pokoju i zdjęłam strzępki koszulki z brata. W tym czasie Tom zdjął jego dżinsy z nóg i zaczął wciskać spodnie które przyniosłam. Mój brat lekko krzywił się gdy zakładałam mu koszulkę, ale nie sprzeciwiał. Gdy skończyłam spojrzałam w lustrze na siebie. Sportowy stanik i króciutkie spodenki... Zupełnie zapomniałam o tym, że byłam prawie naga, gdy koledzy brata wpadli. Zarumieniłam się i wyjęłam z walizki pierwsze ciuchy, które tam znalazłam. Szybkim krokiem poszłam do łazienki i ubrałam się. Rozczesałam włosy i szybko je związałam w kucyka na czubku głowy. Wróciłam do swojego pokoju obserwując jak Tom i Dan próbują pomóc mojemu bratu wstać. Pomogli mu dojść do samochodu, a ja szybko wróciłam się jeszcze po portfel brata, w którym były dokumenty. Zdenerwowana pobiegłam do samochodu i wsiadłam. Tom odpalił i ruszyliśmy. Zerknęłam tylko w tył, żeby spojrzeć na zalanego Phil'a, ale odwróciłam się od razu. Nie lubiłam patrzeć na czyjeś cierpienie. Po piętnastu minutach jazdy byliśmy już pod szpitalem. Od razu wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam w stronę drzwi.
-Eeee... Dzień dobry. -powiedziała czarnoskóra, pulchna kobieta siedząca w informacji.
-Mojego brata pobili na imprezie. Prawdopodobnie ma złamaną nogę, trzyma się ciągle za brzuch. Jest w samochodzie, ale sami z kolegą nie damy rady go tu podprowadzić. Mogłaby mi pani w jakiś sposób pomóc?-powiedziałam szybko.
-Tak, oczywiście. Uspokój się kochanie, zaraz przyjdzie moja koleżanka z wózkiem.-powiedziała z uśmiechem, po czym wstała i zniknęła za drzwiami. Po dwóch minutach zobaczyłam 30 letnią kobietę, która szybkim krokiem podeszła do mnie ciągnąc wózek. Za nią stali dwaj, umięśnieni faceci w wieku 22-23 lata.
-To o twojego brata chodzi? Chodź, pokarzesz mi w którym samochodzie się znajduje.-powiedziała z uśmiechem i skierowała się do drzwi. Poszłam za nią i pokazałam czarne bmw kolegi. Tom w tym czasie pomógł mojemu bratu wstać i trzymał go przyciskając do samochodu. Dwaj sanitariusze od razu złapali Philipa pod pachę i pomogli mu usiąść na wózek. Poprowadzili go do wejścia od szpitala, a ja, Tom i pielęgniarka odrobinę wolniejszym krokiem udaliśmy się w kierunku drzwi. Kobieta wypytała mnie o wszystkie szczegóły i prosiła o podanie danych osobowych. Wypisała wszystko na kartce i po wejściu do szpitala pożegnała nas uśmiechem i znikła za drzwiami. Zmęczeni usiedliśmy we dwójkę w poczekalni. Tom przysnął opierając się o moje ramie, a ja znów poczułam jego zapach. Kochałam go... An, ogarnij sie! Zwykły zapach, jak żaden inny. Chociaż... Mój ulubiony zapach. Do końca życia. Ugh, czemu on jest taki uzależniający? Nie wiem dlaczego, ale uspokaja mnie. Po piętnastu minutach w oddali zobaczyłam też moją przyjaciółkę i brata.
-Hej. Wiadomo coś?-zapytała przejęta całą sprawą dziewczyna.
-Zabrali go, nic więcej nie wiadomo. -odpowiedziałam cicho wskazując palcem na Toma, który przysnął. Przyjaciółka usiadła obok mnie i złapała mnie za dłoń. Uśmiechnęła się i ścisnęła.
-Wszystko będzie okej, głupi ma zawsze szczęście Annie. -powiedziała na co ja się cicho zaśmiałam.
-Oh... Pomyśl sobie tylko, że twój drugi brat z nadmiaru głupoty nigdy nie trafi na żaden wypadek.-Wtedy już jebłam śmiechem obserwując Briana, który zaspany siedział próbując nie zamknąć oczu.
-Słyszałem to Ronnie.-powiedział groźnie po chwili patrząc się na nas.
-Bo miałeś słyszeć, Brian.-odpowiedziała moja przyjaciółka uśmiechając się do niego. Zmierzyli się tylko wzrokiem i momentalnie odwrócili głowy. Po dwóch godzinach podeszła do nas ta sama kobieta, która siedziała wcześniej w recepcji.
-Ty jesteś jego dziewczyną?-zwróciła się do mnie. Zdziwiona dopiero po chwili spojrzałam na nią.
-Mówiłam pani, że chodzi o mojego brata.-powiedziałam. Wstałam budząc przy tym śpiącego Toma. Posłałam mu przepraszający uśmiech i wpatrzyłam się w kobietę.
-Aaa, no tak, przepraszam. Mamy dziś urwanie głowy. A więc twojemu bratu nieźle dokopali, chyba dużo ich było. Ma złamane dwa żebra i piszczel, do tego jedna kość w klatce piersiowej uszkodziła płuco, ale to już opanowane. Za kilka dni będziemy mogli go wypuścić. Oczywiście założyliśmy już gips. Dwoje z was może iść na piętnaście minut z nim pogadać.-wypowiedziała i uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i wstałam patrząc na Briana.
-Idziesz ze mną cioto czy mam wziąć Rons?
-Idę.
Poszliśmy do sali w której leżał mój brat i podeszliśmy do jego łóżka.
-Hej wojowniku.-powiedziałam i usiadłam obok niego. Uśmiechnął się i spojrzał na mnie.
-Cześć rządzicielu. Dzięki za opatrzenie wargi, wcale nie wlałaś mi wody utlenionej do buzi.-Uśmiechnęłam się.
-Dobre to chociaż?-szepnął do Philipa mój drugi brat.
-Piłem gorsze! Powiedzieliście już ojcu?-zapytał po chwili, an co uśmiechy zeszły nam z twarzy.
-Jest 11.30, niedługo wróci z pracy. Ja muszę już wracać do domu, ale Brian chyba zostanie. Muszę dopakować resztę rzeczy do walizki, dzisiaj wylatuje. Powiem ojcu i jeszcze przed odlotem przyjedziemy.-powiedziałam po chwili zastanowienia. Wizja uświadomienia ojca mnie przeraziła.
-Dzięki An, nie wiem, co bym bez Ciebie zrobił.-powiedział poszkodowany i złapał moją rękę. Ścisnął ją i uśmiechnął się do mnie.
-Spoko. Jak wrócę, a ty wyzdrowiejesz, będziesz miał mi się jak odwdzięczyć.-odpowiedziałam mu i cicho zachichotałam obserwując jego mimikę.
-Zapomnij!
-Dobra, dobra, kiedy indziej się odwdzięczysz.-powiedziałam i uśmiechnęłam się. Powoli wstałam i podeszłam do drzwi.
-Dobra, ja wracam do domu. Jakoś 13 wpadniemy, przyszykuj się na kazanie Phi.-zaśmiałam się i otworzyłam drzwi.
-Annie, czekaj!-krzyknął Philip. Wróciłam się do pokoju i spojrzałam na niego.
-Tak?
-Zadzwonisz do Suzy? Chcę, żeby wiedziała.
-Okej, nie ma sprawy.-powiedziałam i uśmiechnęłam się do brata.
-Masz jej numer?-zapytał mnie Brian.
-Chodzę z nią do klasy już dwa lata, ale nie mam jej numeru, wiesz? A teraz serio spadam, bo się nie wyrobie przed powrotem ojca.-powiedziałam i zamknęłam drzwi do sali. Wróciłam do Ronnie i Toma. Przerwałam im rozmowę.
-Tom, mam prośbę. Możesz nas odwieźć?-zwróciłam się do blondyna.
-To nie zostaniesz dziś tu?-zapytał zdziwiony.
-Ona za 5 godzin wylatuję, a musi jeszcze przed tym jeszcze dokończyć pakowanie.-odpowiedziała mu Ronnie za mnie.
-Aaa, okej... -powiedział i wstał. W ciszy poszliśmy do samochodu. Razem z brunetką usiadłyśmy z tyłu i w ciszy obserwowałyśmy to, co dzieje się za oknem. W połowie drogi Tom nieśmiałe się odezwał,
-Gdzie wylatujesz An?-zapytał mnie.
-Lecę do matki, do Miami. -odpowiedziałam spokojnie.
-Na długo?
-Nie. Maksymalnie dwa tygodnie. Przecież w zeszłym roku też byłam...-powiedziałam i ugryzłam się w język. Wtedy, gdy ja wylatywałam on dowiedział się o naszym rozstaniu.
-Tak, też byłaś, faktycznie.-odpowiedział zimno i zacisnął ręce na kierownicy. Spojrzałam na Ronnie, która z wrednym uśmiechem spojrzała się na blondyna, a potem na mnie. Nie przepadała za Tomem. W ciszy dotarliśmy do domu. Ojciec jeszcze nie wrócił. Podgrzałam mu jedzenie po czym usłyszałam zgrzyt kluczy w zamku. Wszedł i krzyknął, na co ja odpowiedziałam mu ,,Jestem w kuchni, chodź.''. Kiedy kończył jeść Ronnie nałożyła mu lodów i usiadła naprzeciwko niego. Popatrzyła na mnie, żeby mnie ponaglić, ale ja odwróciłam wzrok. Przyjaciółka przejęła inicjatywę. Spokojnie opowiedziała mojemu ojcu o szczegółach. Przyjął to dość dobrze. Kazał mi się dopakować, na co ja tylko szybko wrzuciłam do walizki trzy pary butów i zamknęłam ją. Zadzwoniłam jeszcze do Suzy i opowiedziałam o wypadku brata. Zmartwiła się i zapytała, gdzie leży. Wzięłam telefon i portfel z paszportem, po czym poprowadziłam walizkę w kierunku drzwi. Ojciec czekał już w samochodzie. Ja pośpieszyłam Rons, która była w łazience i szybko wyszłyśmy z domu. Zapakowałam walizkę do bagażnika i pojechaliśmy prosto do szpitala. Była właśnie godzina 14, więc miałam jeszcze półtorej godziny do odlotu. Spokojnie siedzieliśmy we czwórkę- ja, Brian, Rons i tata- u Philipa w sali. Tak jakby cała rodzinka w komplecie... Przerwało nam pukanie do drzwi. Zobaczyliśmy tam zapłakaną Suzy. Mrugnęłam do niej i bezgłośnie powiedziałam ,,Daj nam minutkę.'' po czym uśmiechnęłam się do niej. Pożegnałam się z Philipem, po czym wyszłam przed salę. Suz płakała. Przytuliłam ją i uspokoiłam. Po chwili wyszła też moja rodzina, w sali został Philip. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy nadeszła piętnasta. Wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do samochodu ojca. Pojechaliśmy prosto na lotnisko. W dziesięć minut dotarliśmy. Wolnym krokiem poszliśmy w stronę wejścia. Pożegnałam się najpierw z Brianem, a potem z Ronnie. Na końcu ojciec ścisnął mnie tak, że prawie mnie udusił. Eh, zazdrośnik. Dziesięć minut przed odlotem byłam już na pokładzie. Wygodnie rozsiadłam się w fotelu. W chwili gdy po samolocie rozległ się dźwięk ,,Prosimy zapiąć pasy, za dwie minuty startujemy.'' , a do mnie dosiadł się chłopak. Miał brązowe, średnie włosy postawione na żel i ciemne brązowe oczy. Uśmiechnął się do mnie.
-Hej, jestem Adam. -powiedział i podał mi rękę.
-Annie, miło mi.-odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech. Fajnie nam się gadało. Chłopak ma 20 lat. Dowiedziałam się, że mój nowy kolega pochodzi właśnie z Miami, a w Londynie był u ciotki na krótkich wakacjach. Okazało się, że Adam mieszka jakieś 10 kilometrów od mojego domu. Opowiedziałam mu trochę o swoim życiu, a on o swoim. Ma jedną młodszą siostrę i mieszka z obojgiem rodziców. Naprawdę zajebiście się nam gadało. W końcu zupełnie zmęczona zasnęłam. Nawet nie czułam, gdy oparłam głowę o jego ramię. Obudziłam się po dwóch godzinach. Co jak co, ale wygodnie mi było! Podniosłam głowę i uśmiechnęłam się do Adama.
*
 ____________________
  Siems :)
Nie będę nic pisała, bo rozpiszę się pod kolejnym :3

piątek, 30 sierpnia 2013

CHAPTER TWO


 ,,Po przekroczeniu progu zatrzasnęła dość głośno drzwi i rzuciła się na moje łóżko wywołując tym samym serię skrzypnięć.''


*
-Daje mu jedną, zwykłą szansę. Nie dziw się tak, nie polubiłam go. To się nigdy nie stanie. NIGDY. -powiedziała i uśmiechnęła się do mnie, na co ja odpowiedziałam kobiecym, pełnym wdzięku parsknięciem.
-Okej...-wydusiłam z siebie próbując przestać się śmiać.
-A teraz chodź to Ci pokaże, co ostatnio wyczaiłam na eBayu!- powiedziała i dorwała mojego laptopa. Zaczęła pokazywać mi jakieś kosmiczne buty i inne głupoty a ja słuchałam jej udając zainteresowanie. Po godzinie zgodnie z planem wyszłyśmy ode mnie i popędziłyśmy do salonu żeby zając miejsca na kanapie- była dwuosobowa. Po drodze usłyszałam głosy lejącej się strumieniami wody, więc zwolniłam. Dopóki Brian był pod prysznicem nic nie mogło go stamtąd wyciągnąć. Poszłam do kuchni zrobić popcorn, a w tym czasie Rons poszła go pośpieszyć. Usłyszałam jej głośne walenie nawet w kuchni, więc on tez musiał to słyszeć. Z uśmiechem na ustach wkroczyła do kuchni.
-Twój brat zdecydowanie nie umie zamykać drzwi od łazienki a od walenia się otwierają. Brian ma niezły tyłek..-powiedziała śmiejąc się. Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem.
-Musiałaś mi o tym mówić? Serio? Wolałabym nie wiedzieć, że mój brat ma fajny tyłek...
-Dobra cicho, zapomnij. -powiedziała kiedy ja sięgałam do zamrażalnika po lody.
-Ty też masz fajny tyłek, czemu ja dopiero teraz to zauważyłam...-powiedziała po chwili.
-Ronnie! Czy ciebie już zupełnie posrało?-wykrzyczałam na przyjaciółkę i zaśmiałam się.
-Po prostu stwierdzam fakty! -powiedziała śmiejąc się jeszcze bardziej.
-Chciałaś dołączyć to mogłaś zapytać, a nie się sama wpraszać.-powiedział Brian wchodząc do kuchni w błękitno-zielonych spodenkach do kolan i bez koszulki. Zaśmiałam się.
-Ronnie mówi, że masz fajny tyłek.-powiedziałam po chwili.
-Dopiero teraz zauważyła?-powiedział śmiejąc się z jej miny. Faktycznie, czerwona Rons przygryzająca wargę wyglądała komicznie.
-Przymknijcie sie już oboje.-wysyczała przez zaciśnięte zęby.
-To nie ja się ładuje twojej siostrze do łazienki, sorcia.-starałam się powiedzieć nie wybuchając śmiechem.
-W takim razie żadne z was nie będzie siedziało na kanapie!-powiedziała i wybiegła z kuchni. Brian poszedł za nią. Po chwili wyjęłam gotowy popcorn z mikrofalówki i dołączyłam do brata i przyjaciółki. W czasie mojej nieobecności Brian zdążył włączyć już film i wcisnąć się na kanapę obok Rons. Podeszłam do nich z popcornem i dałam go na chwilę do potrzymania bratu po czym wrednie wepchnęłam się obok niego na kanapę.
-Ej nie serio, to kanapa dwuosobowa a ty masz za grubą dupę.-powiedziała przyjaciółka patrząc na mojego brata.
-Myślałem, że mój tyłek jest ,,niezły''...-powiedział starając się nie zaśmiać. Rons zaplotła ręce na klatce piersiowej i spaliła buraka a my się zaśmialiśmy. Oczywiście obdarzyła mnie tym swoim morderczym spojrzeniem, które szczerze uwielbiam!  Piętnaście minut później Brian siedział już na ziemi opierając się plecami o kanapę i trzymał głowę pomiędzy nogami Ronnie. Ona co chwila ciągnęła go za włosy tłumacząc się zamiłowaniem do fryzjerstwa. W połowie filmu ja poszła do toalety a wracając zobaczyłam dość fajny widok... Brian oparł głowę o lewe kolano Rons i zasnął kładąc swoją dłoń na jej udzie, a ona bawiła się jego włosami. Wyglądało to strasznie słodko... Była dopiero ósma, a on już padł. My obejrzałyśmy film do końca i uruchomiłyśmy kolejny, ale po kilku minutach również przysypiałyśmy. Obudził mnie przeraźliwy krzyk kobiety, który jak się potem okazało był efektem dźwiękowym w filmie. Była 22. Obudziłam przyjaciółkę która po przebudzeniu zaczęła się śmiać... Poza Briana wyglądała naprawdę komicznie. Jego ręka spoczywała prawie pod falbankami sukienki Ronnie, głowa była oparta pomiędzy jej nogami a drugą ręką obejmował jej kolano. Swoim śmiechem obudziłyśmy go, a on po otworzeniu oczu zerwał się na nogi i popatrzył na nas przeraźliwie.
-Jesteś cholernie niewygodna. -powiedział po chwili.
-A ty cholernie napalony... Nawet we śnie się do mnie dobierasz.-powiedziała Rons klepiąc go po ramieniu.
-Wiesz, to nie ja wpraszam się komuś do łazienki i go podglądam. Podglądasz mnie W MOIM DOMU. -powiedział przybliżając sie do niej i patrzył na nią z góry.
-Normalny chłopak by ją zwyczajnie zaprosił na randkę, ale szkoda, że mam brata idiotę...-powiedziałam pod nosem dość głośno, żeby Rons i Brian usłyszeli. Obydwoje się zarumienili. Mój brat zaczął wyłączać laptopa i zbierać wszystkie kable co chwila spoglądając na Ro, ale ona podkuliła nogi i oparła brodę na kolanach ciągle patrząc w okno. Po kilku minutach zniknął z salonu. Kiedy wyszedł my sprzątnęłyśmy popcorn i poprawiłyśmy poduszki na kanapie, a następnie skierowałyśmy się w stronę mojego pokoju. Wygrzebałam jej piżamę którą zostawiła tu na wypadek ,,przeprowadzki''. Przyjaciółka poszła do łazienki pierwsza, a wracając z niej podsłuchałam jej rozmowę z moim bratem.
-Ej Johnsson, mam pytanie.-powiedział Brian opierając się o framugę swoich drzwi.
-Czego chcesz?-odpowiedziała Rons krzyżując ręce na piersi.
-Co ja ci do cholery zrobiłem że tak na mnie najeżdżasz?
-W sumie to nic, fajna zabawa.-odpowiedziała Ronnie i uśmiechnęła się.
-Czyli nic nie zrobiłem? Robisz to z nudów?-zapytał mój brat marszcząc brwi.
-Nno... Można tak powiedzieć.-odpowiedziała lekko zmieszana.
-Emmm Ronnie... Mam szansę, żebyś się ze mną umówiła?-zapytał po chwili milczenia. Ronnie podniosła głowę i spojrzała na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
-Co?-wykrztusiła z siebie.
-Umówisz się ze mną?-powtórzył swoje pytanie.
-Pierwszy raz w życiu powiedziałeś do mnie po imieniu, brawo.-powiedziała.
-Przestań zmieniać temat Johnsson.-przewrócił oczami.
-Pomyślę, okej?-odpowiedziała po chwili milczenia.
-Czyli dajesz mi kosza, tak?-powiedział mój brat nerwowo zaciskając pięści. Widać było nadzieje w jego oczach.
-Nie... To znaczy... No bo ten...-kręciła się Ronnie patrząc się w podłogę. Mój brat kciukiem uniósł jej podbródek i ponownie zapytał.
-Umówisz się ze mną? Tak lub nie.-powiedział patrząc jej prosto w oczy.
-Tak.-wymamrotała i odwróciła się pośpiesznie w stronę mojej sypialni.
-Ej Johnsson!-krzyknął mój brat.
-Co?-powiedziała przez zaciśnięte zęby moja przyjaciółka.
-Ty też masz fajny tyłek.-powiedział bez zastanowienia mój brat po czym pokrył się rumieńcem.
-Zapomnij.-powiedziała i otworzyła drzwi do mojego pokoju.
-Ile żeś słyszała?-powiedziała i popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
-Jjja? Nic..-wybełkotałam zmieszana. Przyłapała mnie, kurwa.
-Dobra, weź chociaż nie kłam. Podsłuchiwacz!-wykrzyknęła w moja stronę, po czym wskoczyła na moje (nasze) łóżko.
-Nie idziesz pod prysznic?-zapytała po chwili. Dopiero wtedy zorientowałam się, że stoję w drzwiach z rozdziawionymi ustami.
-Ahm... Ta, idę.-odchrząknęłam i wzięłam piżamę z szafy. Pośpiesznie weszłam do łazienki. Wolno i starannie zaczęłam namydlać swoje ciało. Umyłam włosy, a na końcu ogoliłam niektóre miejsca, ponieważ w Miami u matki będzie zbyt gorąco na ukochane dresy. Po 20 minutach wyszłam i zaczęłam wycierać się ręcznikiem. Ubrałam piżamę i wróciłam do pokoju, ale nie zastałam tam przyjaciółki.
-RONNIE MOJA DZIWKO, GDZIE SIĘ SZLAJASZ PO NOCY?- wydarłam się na cały dom.
-W kuchni szmato. -usłyszałam po chwili. Zaśmiałam sie pod nosem i skierowałam się w stronę kuchni. Zobaczyłam tam przyjaciółkę w spodenkach sięgających ledwo za tyłek i koszulce na ramiączka. Podeszłam do niej od tyłu i położyłam swoje ręce na jej tyłku, po czym mocno ścisnęłam.
-Ty też masz fajny tyłek, Johnsson. -zamruczałam jej do ucha.
-Spierdalaj lesbo!-odpowiedziała szybko, po czym obydwie się zaśmiałyśmy.
-Jesteś głodna? Mogłaś powiedzieć, zamówilibyśmy coś.-powiedziałam, gdy zauważyłam, że przyjaciółka wsypuje właśnie makaron do gotującej się wody.
-Nie pamiętasz? Twój tata o to prosił.
-Aaa, no tak... Zupełnie mi to wypadło z głowy. A tak wgl to ja się miałam dziś pakować, a jak na razie mam tylko ciuchy.
-To ty idź skończ, a ja za 10 minut przyjdę Ci pomóc, oki?
-Ok, tylko uważaj na Brian'a, może na Ciebie polować.-wypowiedziałam i zaśmiałam się. Ronnie patrzyła na mnie morderczym wzrokiem-kolejny raz tego wieczoru. Szybko wyszłam z kuchni i zaczęłam się pakować. Zgodnie z obietnicą po 10 minutach przyjaciółka przyszła i pomogła pakować mi wszystkie kosmetyki i inne drobiazgi. Po odszukaniu moich słuchawek z mp3 zmęczone położyłyśmy się. Przez ponad godzinę gadałyśmy o tym, co będę robiła w Miami, jak będzie fajnie... Nie tak, jak co roku. Tylko tym razem miało być inaczej- Mam nareszcie 17 lat. Wszystkie kluby stoją otworem, tam będę mogła już prowadzić samochód! Jest to jedyna sprawa, która sprawia, że nie mogę doczekać sie wyjazdu. W końcu padłyśmy i ostatkiem sił wyłączyłam światło mojej lampki nocnej.
    Obudziłyśmy się koło 8 rano. Z uśmiechem na ustach od razu skierowałyśmy się w stronę kuchni. Otworzyłyśmy lodówkę i zdecydowałyśmy się, że zjemy dziś omlety. Ronnie wyjęła wszystkie potrzebne rzeczy i popatrzyła na mnie z sarkastycznym uśmiechem.
-Mam to kurwa sama robić, czy księżniczka mi łaskawie pomoże? -powiedziała po cichu i uśmiechnęła się.
-A od czego mam ludzi? Nie za to ci płacę!-powiedziałam i obydwie zaśmiałyśmy się.
-Dobra, weź, idź już, serio.-przekomarzałyśmy się. Ustaliłyśmy, że najpierw ja pójdę do łazienki i się ogarnę, a ona w tym czasie przygotuje ciasto. Potem ona pójdzie a ja je usmażę. Zgodnie z planem tak właśnie zrobiłyśmy. Gdy ja smażyłam 5, ostatniego już omleta usłyszałam krzyk Rons w korytarzu.
*

 ____________________

Cześć :) 
Wiem, tak, nudno, ale dopiero zaczynamy. Jeszcze nie ma tego głównego bohatera, o którego nam chodzi, ale czy życie polega głównie na spotkaniu tego kogoś i miłości? Nie :) Więc czekajcie cierpliwie na pojawienie się tajemniczego bohatera :D
Bardzo dziękuję za każdy komentarz, to bardzo wiele dla mnie znaczy. Jeżeli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach- zapisz swój nick i dopisz, że prosisz o inform :))
Kocham was mocnoooo, Ollie aka @tajnypseudonim

piątek, 23 sierpnia 2013

CHAPTER ONE

*
       Mam na imię Anne Williams, w lutym skończyłam 17 lat. Tydzień temu ukończyłam pierwszą klasę liceum ze znakomitymi wynikami- średnia 3,22 jest chyba dobra... Nie ważne. Mieszkam na przedmieściach Londynu razem z dwójką starszych braci i ojcem. Te wakacje są planowane już od kilku miesięcy i są całe zapełnione: najpierw dwutygodniowy pobyt u mamy w Ameryce, następnie tydzień wolnego i wyjazd na miesiąc z moją najlepszą kumpelą Ronnie nad morze do jej ciotki, a potem tydzień wolnego i znów do szkoły. Zapowiada się wspaniale! Jutro mam samolot i mam nadzieje, ze czas spędzony u matki minie szybko i spokojnie. Naprawdę nienawidzę do niej przyjeżdżać; mama ułożyła sobie życie na nowo po tym, jak zostawiła mojego ojca z trójką dzieci. Miałam wtedy 6 lat, a moi bracia 8. Wyjechała w delegacje i nie wróciła. Co pół roku do nas pisała. Gdy miałam 13 lat odważyła się nas odwiedzić i przedstawiła swojego nowego męża i dwuletniego synka. Naprawdę długo nas przepraszała, aż w końcu jej wybaczyliśmy. Od trzech lat przyjeżdżam do niej na dwa-trzy tygodnie na wakacje. Nigdy nie powiedziałam jej, że nienawidzę spędzać czasu z nią i jej ,,perfekcyjnym'' mężulkiem. Jedyny powód dla którego nadal mam ochotę tam jeździć to młodszy braciszek. Sześcioletni David jest moim jedynym młodszym rodzeństwem, co automatycznie mianuje go najlepszym bratem. Starsi- Philip i Brian... Nawet nie warto o nich nic mówić. Nienawidzimy się najbardziej na świecie i robimy sobie najgorsze świństwa, chociaż w pewnych momentach umiemy przystopować; zwłaszcza gdy chodzi o chłopców którzy mi się narzucają. Ale mimo wszystko ich nienawidzę. Wracając do tematu wakacji u matki; Jej dom mnie przytłacza. Jest wielki, urządzony na bogato i bardzo jasny. Białe podłogi, białe ściany, nieskazitelnie czysto... To okropnie przeszkadza. O wiele bardziej wolę mój mały, trzypokojowy, jednopiętrowy domek na przedmieściach. Tutaj przynajmniej nie da się zgubić. Kocham wieczny nieporządek w kuchni, miły widok burdelu w pokoju moich braci i włosy na umywalce w toalecie. Nie chciałabym tego zamienić na nic innego! Mimo, że mam naprawdę mały pokój i ledwo się tam zmieści 15 osób mam tan nieskazitelny porządek; pomijając kurze na biurku i to, co dzieje się pod łóżkiem. Szuflady i szafki to nie jest moja mocna strona... No dobra, tak naprawdę to po prostu od czasu do czasu ściele łóżko i zamiatam z podłogi żeby móc dojść do łóżka, ale w porównaniu do pokoju Philip'a i Brian'a mam niezwykle czysto. Dzisiaj wdrapałam się na szafę i wyciągnęłam czarną walizkę, którą dwa lata temu kupiłam. Zaczęłam pakować do niej te ,,lepsze'' ciuchy, których było naprawdę mało; cztery bluzy, pięć koszulek, 2 dresy, cztery pary spodenek i dwie pary jeansów. Strój kąpielowy, majtki, staniki, skarpetki... I nadal pół walizki puste. Wzięłam jeszcze moje czarne vansy, jakieś czerwone trampki, klapki i adidasy do biegania. Nadal dużo miejsca... Siedząc na łózko zastanawiałam się co jeszcze będzie mi potrzebne, ale przerwał mi dźwięk mojej komórki.-Hejka, jesteś w domu?-usłyszałam wesoły głos przyjaciółki w telefonie.
-Siemka Ronnie. Jestem, możesz wejść. -odpowiedziałam z góry zakładając, że jest już pod moim domem.
-A jest twój tata?-zapytała niepewnie.
-A jest jego samochód?
-Jest... Wiesz, że nie lubię wchodzić sobie tak normalnie jak jest twój tata, to dziwne.
-Dobra, to za minutkę po ciebie przyjdę, tylko znajdę skarpetki.-powiedziałam po chwili zastanowienia.
-Okej. Czekam.-powiedziała i rozłączyła się. Tak ja powiedziałam przyjaciółce- znalazłam skarpetki ukryte pod wielką walizką i wyszłam z pokoju. Idąc w kierunku drzwi zajrzałam przez uchylone drzwi do łazienki i zobaczyłam, że mój tata właśnie się goli. Pewnie idzie dziś na noc.
-Tato, Ronnie może do mnie dzisiaj przyjść? Pomoże mi się spakować i wiesz...-zapytałam uśmiechając się szeroko.
-To ona w ogóle wychodzi z tego domu? Myślałem, że dziś znów u ciebie spała...-odpowiedział nie przerywając golenia.
-Czasami wychodzi... Ale rzadko.
-A będzie dzisiaj u nas spała?-zapytał mój tata odwracając się w moja stronę.
-Oficjalnie nie, ale pewnie zaśnie u mnie i nie będzie można jej dobudzić. -odpowiedziałam po chwili.
-To niech zrobi na kolację to samo co ostatnio i zostawcie mi trochę.-powiedział, na co ja zaczęłam chichotać i wyszłam. Zlokalizowałam jeszcze moich braci i poszłam otworzyć drzwi. Przywitała mnie Rons wymachując mi przed oczami pudłem lodów i dwoma opakowaniami z filmami. Przywitałam się z nią krótkim hug'iem i wzięłam lody. Skierowałam się w stronę kuchni żeby odłożyć lody do zamrażalnika, a przyjaciółka poszła za mną. W kuchni natknęłyśmy się na Brian'a, który szukał czegoś w szufladach.
-Dlaczego zawsze gdy Johnsson się u nas zjawia nie dzwoni dzwonkiem? Wy się jakoś telepatycznie porozumiewacie jak ona jest w pobliżu czy coś?-powiedział z uśmiechem nie przerywając robienia burdelu w szafce gospodarczej.
-Coś w tym stylu... Nazywa się aparat telefoniczny, inaczej komórka.-odpowiedziała zgryźliwie Rons. Zaśmiałam się. Doskonale wiedziałam, że Ronnie już od dość dawna podoba się mojemu bratu a to miała być kolejna nieudana próba podrywu. Moja przyjaciółka ma ciemne włosy, niebieskie oczy i naprawdę duże piersi. Jest jedną z tych ,,nieśmiałych''- jej prawdziwe oblicze można zobaczyć, gdy znajduje się w gronie przyjaciół... I rodzeństwa przyjaciół. Kochałam ją za jej wredność i cięty język. Kochała dokuczać moim braciszkom, ponieważ doskonale wie jak bardzo oni dokuczają mi, a ja nie jestem w tym dobra. Zawsze zazdrościłam jej tej umiejętności.
-Dobra Ans spadamy, bo jest taki zły, że zaraz będzie leciała mu para z uszu. Zmywamy się.-powiedziała i pociągnęła mnie lekko za rękaw.
-A właśnie Ronnie... Mój tata postawił ci pewien warunek, pod którym możesz dziś ZNÓW u mnie siedzieć.
-Serio? Twój tata?-odpowiedziała i zaśmiała się a Brian zainteresowany podniósł głowę i spojrzał w naszą stronę.
-Ojciec chce czegoś od niej?-zapytał z udawanym zdziwieniem w głosie.
-Masz mu ugotować to samo co ostatnio zrobiłaś,-powiedziałam z uśmiechem do przyjaciółki po czym zwróciłam się w stronę brata.- a wy macie mu trochę zostawić.
-Ja? Gotować? CO?-wykrzyczała Rons otwierając usta.
-Johnsson? Gotować? CO?-zawtórował jej Brian, po czym otrzymał od niej dość mocnego kuksańca.
-TY, GOTOWAĆ, DZIŚ. Dlaczego mówimy jak jaskiniowcy?-powiedziałam i zaśmiałam się razem z pozostałą dwójką.
-Myślisz ze znowu uda mi się to zrobić? Jakby to powiedzieć... Za każdym razem improwizuję z przyprawami i czasami się udaje, a czasami nie... Częściej się nie udaje.
-Może jakoś Ci się uda, powodzenia!-powiedziałam i otworzyłam drzwi lodówki żeby schować twarz. Uśmiechnęłam się i wygrzebałam puszkę coli, którą specjalnie ukryłam przed braćmi na półce z warzywami. W tym czasie Ronnie wdrapała się na stołek barowy i oparła łokcie na wysepce kuchennej. Gdy kończyłam wycierać pianę która jak zwykle zalała całą szafkę usłyszałam kroki ojca w korytarzu.
-To ja już wycho... O, cześć Ronnie. Annie powiedziała ci już o dzisiejszym zadaniu?-powiedział z wielkim uśmiechem na ustach.
-Tak, już wiem o tym, że będę dziś robiła za kucharkę.-powiedziała starając się wykrzywić twarz w niezadowoloną minę, czym wywołała trzy wybuchy śmiechu- mój, mojego taty i Briana.
-Mam nadzieje, że wystarczy składników. I dzięki. Wrócę jakoś o drugiej, z łaski swojej nie roznieście domu na kawałki.- powiedział i zniknął za progiem od kuchni. Po chwili usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i głos odpalanego silnika.
-To co dzisiaj robimy?-zapytał Brian zacierając ręce.
-My? A co się stało z twoją drugą połówka?-zapytała Rons znów chcąc rozpocząć kłótnię.
-Mówisz o Philipie? Ze swoją drugą połówką na randce, prędko nie wróci, wiec posiedzę sobie dzisiaj z wami.-powiedział mój brat i podszedł do mnie. Ścisnął mnie w pasie i lekko podniósł, na co ja głośno pisnęłam. Chyba miał zamiar mnie przytulić...
-Zapomnij człowieku. Boli cię, że Phil znalazł sobie laskę a ty nadal samotny i zamierzasz spędzać czas z siostrą i jej przyjaciółką? Hahaha, powodzenia, ale ja się na to nie pisze, An też.-powiedziała Rons na co ja się zaśmiałam.
-Nie no co ty, będzie fajnie. Mój kochany braciszek posiedzi sobie dziś z nami, pomaluje nam paznokcie, poobgaduje chłopaków... Mamy trzecią przyjaciółkę Rons!-powiedziałam z sarkazmem.
-Ej nie serio, jestem samotny i przygnębiony, brat ze mną... jakkolwiek to zabrzmi- zerwał. Została mi tylko siostrzyczka i kucharka.-powiedział z szerokim uśmiechem i tym razem przytulił mnie bardziej umiejętnie. Szkoda mi go było, ale nie umiem przekonać Ronnie.
-Dobra, dzisiaj możesz z nami posiedzieć.-powiedziała po chwili ciszy. Ze zdziwienia rozdziawiłam usta i wpatrzyłam się w przyjaciółkę która paznokciami przesuwała po naszym drewnianym blacie. Nie mogłam uwierzyć w jej słowa... Zawsze zapierała się, że nie może nawet zjeść obiadu w towarzystwie moich braci a tu taka zmiana...
-Serio?-wydusiłam z siebie po chwili milczenia.
-No, a dlaczego niby nie? Chyba że pilot naprawiony....-powiedziała po chwili i zaśmiała się.
-Dobra, cicho już.-powiedział mój brat starając się zakończyć naszą wymianę zdań.
-Jest szósta, możemy jeszcze gdzieś uderzyć, ewentualnie siedzimy w domu. Ściągnąłem cztery nowe horrory na laptopa, więc...
-Siedzimy w domu.-przerwałam mu w środku zdania.
-Okej. To za godzinę się spotkamy a teraz my musimy coś obgadać.-powiedziała moja przyjaciółka i zaczęła mnie ciągnąc w kierunku mojego pokoju. Po przekroczeniu progu zatrzasnęła dość głośno drzwi i rzuciła się na moje łóżko wywołując tym samym serię skrzypnięć.
*

____________________

Cześć :) 
Wstawiam pierwszą część dzień wcześniej, ponieważ jutro mam kilka spraw do załatwienia. Mam nadzieje, że nie zawiedliście się za bardzo na pierwszym rozdziale. Jest zupełnie inny niż prolog, ale trzeba tak zacząć. Dopiero potem przejdziemy do poznania tajemniczego (?) bohatera. Tych, którzy wiedzą o kim jest opowiadanie- proszę nie zdradzać :D
Bardzo dziękuję za każdy komentarz, bardzo wiele to dla mnie znaczy. Jeżeli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach- zapiszcie swój nick i dopiszcie, że prosicie o inform :))
Kocham was, Ollie aka @tajnypseudonim

środa, 21 sierpnia 2013

PROLOGUE

On.

Zwykły?

Nie.

Tajemniczy.

Seksowny.

Inny.





Ona.

Jest zwykłą dziewczyną?

Być może.

Ale co sprawiło, że ukradła serce tak cholernie niebezpiecznemu facetowi?

Co dalej stanie się z drobną brunetką, gdy on zabierze ją do 'raju'?

Nic?

Nastanie nicość.




Raj.

Pojęcie względne.

Niebezpieczny?

A może to cicha przystań?

Nic nie wiadomo.

Ale zagadka zostanie rozwiązana.